Sytuacja wydarzyła się w tą sobotę.
Mój brat wyruszał z Krakowa (ze znajomymi) w dłuższą drogę. W związku z tym, że niezbyt odpowiadała im podróż PKS zdecydowali się na PKP (kilkaset kilometrów łatwiej wytrzymać w wypełnionym pociągu niż w wypełnionym autokarze).
Zanim brat dokonał zakupu biletów dla siebie i przyjaciół zdecydował się potwierdzić w informacji, że pociąg, który sobie wybrali rzeczywiście jeździ w soboty. Po odczekaniu 20 minut w kolejce pani w okienku poinformowała go, że wskazany pociąg odjeżdża normalnie.
Tutaj muszę nadmienić (co najprawdopodobniej potwierdzą osoby, które miały w ten weekend kontakt z dworcem kolejowym lub autobusowym), że dworce były przepełnione, a kolejki tego dnia zbliżone były do tych z piątkowych godzin południowych w Krakowie, Wrocławiu, Poznaniu czy Warszawie.
Wracając do naszej historii.
Odstawszy swoje w kolejce do informacji nadszedł czas na kolejkę do kasy. Po odpowiednim czasie przyszedł moment zakupu. Pani w kasie przyjęła „zamówienie”, lecz usłyszawszy o jaki pociąg chodzi stwierdziła, że nie jeździ on w soboty i wystawiła bilety na inny pociąg, nieco wcześniejszy. Mój brat kupił bilety dla siebie i dla znajomych i udał się poinformować ich o tym fakcie (nie omieszkał poinformować ich o niezłym ‘bałaganie’ panującym na kolei – pani z informacji podała pociąg, który wg kasjerki nie jeździ w soboty).
Chcąc iść jeszcze na kawę i aby zaoszczędzić sobie późniejszych stresów towarzystwo poszło sprawdzić, z którego peronu odjeżdża pociąg, na który zakupili bilety. Po sprawdzeniu na rozkładzie okazało się, że wskazany przez kasjerkę pociąg nie jeździ w soboty (było to wyraźnie zaznaczone na rozkładzie). Towarzystwo posiadało bilety na pociąg pośpieszny z określoną trasą, który nie jeździł w soboty. Rozkład wskazywał, że pierwotnie zaplanowany pociąg (potwierdzony przez panią z informacji) odjedzie normalnie tego dnia. Niestety posiadane bilety nie były na niego ważne.
Chcąc wyjaśnić sprawę mój brat stanął ponownie w kolejce do okienka, w którym kupił bilety (ze wskazania kasjerki) na pociąg, który nie był w planach na ten dzień.
Po dojściu do okienka pani kasjerka wyraziła swoje zdziwienie całą sytuacją. Niezwłocznie podeszła do siedzącej obok niej (przez ściankę) koleżanki z informacji, z którą zaczęła wyjaśniać całą sprawę. Po jej powrocie okazało się, że rzeczywiście pociąg, na który wystawiła bilety nie jeździ w soboty i że należałoby kupić bilety na pociąg, który został wskazany początkowo przez mojego brata.
Pani kasjerka (pomimo swojego rażącego błędu) nie zgodziła się przyjąć zwrotu biletów. Zgodnie z procedurą osoba zwracająca bilet powinna zgłosić się do informacji, czyli w skrócie do pani siedząca 2 metry od naszej kasjerki, za ścianką, do której może ona swobodnie podejść (minutę wcześniej kasjerka ustalała z nią, które pociągi odchodzą w sobotę a które nie).
Muszę powiedzieć, że mój brat należy do tych ludzi z grupy ‘niekłótliwych’. Zacisnął więc zęby i stanął ponownie w kolejce do informacji (stał tam już 1,5 godziny wcześniej dla ustalenia pociągu, którym powinien jechać).
Odstawszy swoje zgłosił problem pani w informacji. Pani znała sprawę (20 minut wcześniej ustalała z koleżanką z kasy właściwe odjazdy) i wskazała jedyną możliwą w tej sytuacji procedurą - zwrot biletów z przyczyn osobistych. Na nic zdały się tłumaczenia, że pani kasjerka wydała bilet na zły pociąg. Pani w informacji była niewzruszona: „podróżny kupujący bilet musi wiedzieć jakim pociągiem chce jechać i dokąd”. Na nic zdało się tłumaczenie, że brat chciał kupić bilety na właściwy pociąg, tylko pani w kasie stwierdziła, że nie jeździ on w soboty i dała bilety na inny, ‘zły’ pociąg. Odpowiedź była ta sama: „podróżny kupujący bilet musi wiedzieć jakim pociągiem chce jechać i dokąd”. Mój brat, nie chcąc prowadzić dalszych dyskusji, przyjął to wiadomości. Pani w informacji podstemplowała bilety jako „niewykorzystane z przyczyn osobistych” i mój brat stanął ponownie do kolejki obok, aby zwrócić bilety i zakupić właściwe.
Tutaj pojawił się już prawdziwy pech. Odstawszy kilkanaście minut i będąc 4 osobą w kolejce (za nim było jeszcze kilkanaście osób) okazało się, że pani w tym okienku kasowym kończy swoje urzędowanie. Punktualnie o określonej godzinie zamknęła okienko i pozostawiła zdezorientowane, czekające przed kasą osoby bez słowa.
Mój brat nie miał innego wyjścia jak stanąć do kolejnej czynnej kasy, z tym że tutaj kolejka była już ciut dłuższa. Po dojściu do okienka zwrócił bilety (okazało się, że zwrot „z przyczyn osobistych” obciążony jest 10% karą) i zakupił właściwe.
Czyli całość w skrócie:
stoisz w kolejce do informacji aby potwierdzić pociąg à potwierdzasz pociąg à stoisz w kolejce do kasy aby kupić bilet à pani w kasie stwierdza, że wskazany pociąg nie odjeżdża, wystawia bilet na inny à stwierdzasz, że posiadany bilet jest na pociąg, który nie jeździ w soboty à stoisz w kolejce do kasy aby zwrócić bilet à pani kasjerka jest zaskoczona, potwierdza, że wydała zły bilet, jednak nie może przyjąć jego zwrotu à stoisz w kolejce do informacji, aby dokonać zwrotu à pani w informacji nie przyjmuje do wiadomości, że kasjerka popełniła błąd, stempluje bilet „niewykorzystany z przyczyn osobistych” à stoisz w kolejce do kasy, aby zwrócić bilet i kupić nowy à kasa zostaje zamknięta, a zdezorientowane osoby przechodzą do innej kasy à stoisz w kolejce do kasy, aby zwrócić bilet i kupić nowy à zwracasz bilet, ale potrącony zostaje 10% haracz za „niewykorzystany z przyczyn osobistych”, kupujesz upragniony bilet
Cała procedura zajmuje ci 2,5 godziny i kilka dodatkowych siwych włosów na głowie.
Jak usłyszałem powyższą historię od razu zacząłem wyobrażać sobie siebie kłócącego się wpierw z kasjerką, a później z panią z informacji. Brat szybko mnie przystopował – kasjerka „nie mogła” sama przyjąć zwrotu biletu (procedura), a pani w informacji powtarzająca: „podróżny kupujący bilet musi wiedzieć jakim pociągiem chce jechać i dokąd” trzymała się tego. Można było oczywiście kłócić się, ale w obu przypadkach stała za nimi kilkunastoosobowa, coraz bardziej zdenerwowana kolejka osób, którzy albo chcieli bilet, albo chcieli ustalić trasę podróży. Można było iść do kierownika, ale po co? Czy to by coś zmieniło? Nawet gdyby usłyszał „przepraszam” i otrzymał zwrot „haraczu” straciłby dodatkowy czas.
Podobnie kasjerka ‘potrącająca’ 10% haracz nie znająca wcześniejszego wątku (zainteresowane panie z kasy i informacji skończyły swoją zmianę), nie była zainteresowana tą sprawą (to nie jej problem). Te 10% nie stanowi zresztą dla mojego brata jakiejś istotnej kwoty. Chciał kupić te bilety i mieć już święty spokój.
Jaki z tego morał?
To pytanie do ciebie czytelniku.

